Wypadek czołgu na Radzymińskiej | targowek.info

Wypadek czołgu na Radzymińskiej

Dziś nietypowa rocznica: wielkiej kraksy polskiego czołgu na środku Zacisza. Doszło do niej tuż przed wojną, 25 kwietnia 1939 roku.

 

Wypadki samochodowe na ulicy Radzymińskiej są dziś codziennością. Więc dla odmiany wspominamy kraksę z przeszłości, ale nie byle jaką: głównym jej bohaterem był polski czołg pościgowy 10TP.

Do wypadku doszło 25 kwietnia 1939 roku na skrzyżowaniu ul. Radzymińskiej i Jórskiego o świcie. Portal fotopolska.eu szczegółowo opisuje, jak to się stało:

Na ulicy Radzymińskiej w Warszawie wojskowemu pojazdowi jadącemu na czele kolumny zajechał drogę motocyklista. Mechanik, chcąc uniknąć kolizji, gwałtownie skręcił w prawo i wjechał czołgiem do rowu. Gąsienice wyszły spod kół nośnych. Dopiero po rozebraniu części chodnika udało się z powrotem nałożyć gąsienice. W czasie tych prac czołg od niepowołanych oczu częściowo chroniła zarzucona na wieżę brezentowa płachta. Nadal jednak czołg nie był w stanie o własnym napędzie wydostać się z rowu na jezdnię, ani zjechać w głąb. Także konieczne było usunięcie kolejnych płyt chodnika, zdjęcie lewej taśmy gąsienic oraz podkopanie ściany rowu, aby zniwelować przechył wozu. Z pomocą ciągnika artyleryjskiego C7P czołg ściągnięto na dno rowu. Potem założono gąsienice i 10TP już o własnych siłach mógł wydostać się z rowu i kontynuować jazdę drogą.

W wypadku nikt nie odniósł obrażeń. Za to było dostatecznie dużo czasu, żeby obfotografować rozbity czołg – i przy okazji przedwojenną ulicę Radzymińską.

 

Wypadek czołgu na ul. Radzymińskiej / źródło zdjęć: fotopolska.eu

 

W opisie wypadku jest mały błąd: wtedy to jeszcze nie była Warszawa. Czołg wyleciał z drogi w miejscu, gdzie dziś jest przystanek autobusowy „Jórskiego 01” w stronę Pragi (naprzeciwko OBI). W 1939 roku granica Warszawy przebiegała dosłownie kilkadziesiąt metrów dalej – w okolicy skrzyżowania Radzymińskiej z dzisiejszą ul. gen. Rozwadowskiego.

Sama Radzymińska była wówczas zupełnie inną, elegancką ulicą: na ulicy leżał bruk, biegły równe chodniki, rosły szpalery drzew (a po drugiej stronie drogi jeździła kolejka wąskotorowa). Zabudowa też była inna niż dziś – z budynków widocznych na powyższych zdjęciach praktycznie żaden nie dotrwał do naszych czasów. Przykładowo elegancki domek z datą „1930” spłonął już cztery miesiące po tym wypadku, podczas kampanii wrześniowej…

Na zakończenie kilka słów o tym, co w czasach pokoju robił czołg na ul. Radzymińskiej. Otóż 10TP był prototypem polskiej konstrukcji – w założeniu miał to być szybki czołg pościgowy, wyposażony zarówno w gąsienice, jak i zwykłe koła (dzięki którym na drodze potrafił rozpędzić się do 75 km/h). Wypadek na Zaciszu miał miejsce pod koniec długiego testu w terenie – w ciągu trzech dni czołg pojechał z Warszawy do Grodna i z powrotem.

Jednak testy nie wypadły pomyślnie: okazało się, że 10TP miał dużo usterek i jeszcze przed wybuchem wojny zrezygnowano z jego produkcji. Wypadek na Radzymińskiej nie wynikł jednak z powodu usterek, ale – to brzmi znajomo także w naszych czasach – motocyklisty.

 

11 komentarzy na temat “Wypadek czołgu na Radzymińskiej

  • 25 kwietnia 2017 o godz. 07:30

    I jak mieliśmy tą wojnę wygrać ??

  • 25 kwietnia 2017 o godz. 08:28

    @Kultura tej wojny nie dało się wygrać, polecam trochę historii…

  • 25 kwietnia 2017 o godz. 10:28

    Pisałem kilka mies temu szerzej o tym wydarzeniu, identyfikowałem budynki wraz z ich nazwami i nazwiskami właścicieli. Portal fotopolska.eu nie opisywał wydarzenia, bo tworzą go wszyscy użytkownicy, przytoczony tekst pochodzi z pewnego przedwojennego czasopisma technicznego. Na pewno znacie moją stronę, ale z pewnych powodów widocznie ciężko dać linka….

  • 25 kwietnia 2017 o godz. 11:31

    O kurka nawet nie wiedziałem że taki czołg był. Teraz już wiem dlaczego go nie było :)

  • 25 kwietnia 2017 o godz. 11:59

    patrz w lusterka sprawdz dwa razy he he he!

  • 25 kwietnia 2017 o godz. 12:14

    Niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze. Pińcet złotych i 10 punktów karnych.

  • 25 kwietnia 2017 o godz. 21:36

    Jak to się stało, że nie rozwalił krawężnika? (dziś byle śmieciara niszczy chodnik lub drogę rowerową)
    I tu są dwie hipotezy:
    – wtedy solidniej budowano,
    – czołg przefrunął.
    Albo trzecia hipoteza:
    – i to, i to. (lub fotomontaż)

  • 26 kwietnia 2017 o godz. 22:19

    Czolg rozbili, szabelki przepili w Adrii, koniki zdechly. Zwarci, silni i gotowi. Jak pisal Pan Grzesiuk… zwarci przy wódzie, silni w gębie u gotowi do ucieczki… polskie wojsko przedwojenne.

  • 27 kwietnia 2017 o godz. 14:59

    do warszawazacisze.wordpress.com gdzie mogę o tym poczytać bo ta strona ma błąd .

  • 28 kwietnia 2017 o godz. 07:57

    Słoiku, nie myl wielu sanacyjnych oficerów z szeregowymi żołnierzami którzy wielokroć walczyli do samego końca. Kampania wrześniowa trwała tylko tydzień krócej od obrony Francji w 1940 roku.

  • 8 maja 2017 o godz. 19:39

    Dlaczego piszesz o nim „sloiku”? I dlaczego nie podpiszesz sie imieniem i nazwiskiem tchorzliwy prostaczku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.