Aktualności
Wywiady
Gronkiewicz - Waltz: O Warszawie zupełnie prywatnie... | Gronkiewicz - Waltz: O Warszawie zupełnie prywatnie... |
|
|
|
| Wpisał: admin | |
| 25.06.2007. | |
Wywiad opublikowany na łamach "Kuriera Warszawskiego": Hanna Gronkiewicz-Waltzo Warszawie zupełnie prywatnie... – Porozmawiajmy o mieście, którego jest Pani Prezydentem, jak warszawiak z warszawiakiem. Jest przecież Pani rodowitą warszawianką... – Tak, urodziłam się w Warszawie, tutaj kończyłam szkoły, studia. Całe moje życie osobiste, zawodowe związane jest z naszym miastem. – Dlatego chciałbym, byśmy dzisiaj nie rozmawiali o problemach stolicy, o sztuce zarządzania nią, o kłopotach z tym związanych, ale o czysto prywatnych odczuciach, wspomnieniach... – Słucham zatem... – Pani Prezydent, z jakimi miejscami w Warszawie łączą Panią najtrwalsze wspomnienia? – Najtrwalsze są zawsze te z dzieciństwa. Moje łączą się z Parkiem Ujazdowskim. To właśnie tam, ledwo co nauczona jazdy na rowerze, rozpędzona – wpadłam na ławkę i dotkliwie się potłukłam... Zresztą Park Ujazdowski towarzyszył mi i w latach późniejszych. W czasach studenckich, na Placu Na Rozdrożu, czyli tuż przy parku, codziennie wsiadałam do autobusu 182. Później w tym samym parku spacerowałam z dzieckiem. I tak jakoś wychodzi, że Park Ujazdowski to taki ważniejszy kawałeczek Warszawy w moich wspomnieniach. – Czyli ma Pani do tego miejsca szczególny sentyment, a czy są inne takie „kawałeczki” miasta, które też darzy Pani sympatią i do których często wraca? – Oczywiście! Takim szczególnym sentymentem, co zresztą też łączy się ze wspomnieniami z dzieciństwa, darzę słynną niegdyś lodziarnię zwaną „U Włocha”, na Hożej. Jako dzieciak często biegałam do mojej babci, która miała pralnię na Wspólnej. I zwykle moje wizyty kończyły się wypadem na lody. Pyszne lody. Mam też olbrzymi sentyment – jak chyba każdy warszawiak – do Łazienek. U mnie szczególny, bo chodziłam do szkoły w pobliżu parku. Do 44., opodal ulicy Gagarina. Co jeszcze? Na pewno kościół świętego Krzyża – tu brałam ślub, tu chrzciłam córkę... Zresztą, jakoś tak się złożyło, że całe moje zawodowe życie toczyło się w pobliżu Traktu Królewskiego. Tu studiowałam, tu byłam wykładowcą – Uniwersytet wszak leży przy Krakowskim. Potem, gdy kierowałam NBP, też miałam siedzibę bliziutko, bo na Świętokrzyskiej. A i teraz też niedaleko mi do Traktu... – Pozwoli Pani Prezydent, że teraz trochę standardowo... Pani ulubiony teatr, sala koncertowa, kino, kawiarnia? – Teatr? Hm, chyba Teatr Wielki. Tak, Wielki to moja ulubiona scena. Co do sali koncertowej, to przecież – poza Filharmonią – nie ma o czym mówić. Kino? Skarpa! Szkoda, że już go nie ma, wielka szkoda. Cóż, takie czasy, takie wymogi ekonomii. Kawiarnie, które najbardziej lubiłam, też już nie istnieją. A były naprawdę fajne. Świtezianka na Marszałkowskiej przy placu Unii Lubelskiej. Krokodyl na Starym Mieście... – Dzisiaj restauracja Gesslera... – No właśnie... Ach, no i oczywiście stary, sprzed remontu, Bristol. Każdy, kto wtedy studiował, odwiedzał kawiarnię w Bristolu i Harendę, jakże mogło być inaczej! – Kilka lat spędziła Pani w Londynie. Co – jako prezydent, ale też mieszkaniec naszej stolicy – przeszczepiłaby Pani na warszawski grunt? – Metro! Wspaniałe londyńskie metro! Poza tym nie ma tam jakichś takich charakterystycznych elementów. Chociaż, nie! Przeniosłabym do Warszawy londyńskie parki. Parki z trawnikami, po których można swobodnie się przechadzać. No i oczywiście Richmond Park z całym jego zwierzyńcem. – Każde miasto ma swoją specyfikę, odrębny klimat. Co ma w sobie Warszawa? – Jest wielkomiejska. Tutaj szybciej się żyje! Warszawa ma pewien nieład, który można polubić. Jest pełna niespodzianek architektonicznych. Ale nie ma w niej kiczu. Poza tym jest bardzo otwarta i przyjazna dla ludzi. Stąd też chyba dużo napływowej ludności, która ze stolicą wiąże swoją przyszłość. – Z czego w Warszawie jest Pani dumna, a co Panią najbardziej irytuje? – Dumna jestem z tego, że Warszawa – mimo swojego dziejowego pecha – zawsze się podnosi! Dumna jestem z niezłomności Warszawy! A co mnie irytuje? Najbardziej to, że niektórzy mieszkańcy tak bardzo narzekają. Że za mało jest w nas lokalnego patriotyzmu. – Jak sama Pani powiedziała, w Warszawie żyje się szybciej. Pani musi żyć szczególnie szybko, wszak jest bardzo związana z naszym miastem, na co dzień żyje Pani jego stołecznym pulsem. Gdzie Pani znajduje chwile wytchnienia? – Dodajmy, bardzo rzadkie chwile... – Oczywiście. Gdzie zatem może Pani sobie pozwolić na odrobinę kontemplacji? – Oczywiście tam, gdzie obecnie mieszkam, czyli w gminie Wawer. Odpoczywam – czy też jak kto woli, znajduję chwile wytchnienia – w lesie. Mieszkam wszak w bezpośrednim sąsiedztwie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego... – Dziękuję za rozmowę Rozmawiał Paweł Ludwicki |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|

|
Grzegorz Zawistowski |