Park Rzeźby na Bródnie – subiektywny przewodnik | | targowek.info

Park Rzeźby na Bródnie – subiektywny przewodnik

Jest ewenementem w skali Warszawy, a nawet Polski. Jedni go uwielbiają, inni nienawidzą. Z roku na rok robi się coraz większy, ciekawszy i słynniejszy. Park Rzeźby w Parku Bródnowskim – zobaczcie go razem z nami.

 

Założony w 2009 roku Park Rzeźby nie jest zwyczajnym miejscem. Prace współczesnych artystów z Polski, Danii, Szkocji, a nawet Tajlandii i Mali rozrzucone są po wciśniętym między bloki kawałku zieleni w sercu warszawskiego Bródna (niektórzy ten prostokąt pomiędzy ulicami Kondratowicza, Chodecką i Wyszogrodzką nazywają światowo „Central Parkiem” – coś w tym jest). Lecz, jak to w Polsce bywa, często bardziej go cenią przyjezdni przybysze, niż lokalni mieszkańcy.

My jesteśmy przekonani, że Park Rzeźby można polubić, tylko trzeba go trochę lepiej poznać. Dlatego zapraszamy na spacer po parku i zwiedzanie eksponatów razem z nami!

 


Zobacz Park Rzeźby w Parku Bródnowskim na większej mapie
 

Odwrócony Kalejdoskop Lodowy (2007 r.)

To pierwsza instalacja, która powstała w parku na warszawskim Bródnie, w zasadzie jeszcze przed formalnym założniem Parku Rzeźby. Niestety – aktualnie nie działa. Chyba zepsuło się podświetlenie lub system luster wewnątrz – w każdym razie patrzenie w szybkę nie daje tego efektu, co na początku.

Oryginalnie po zajrzeniu do środka instalacji Olafura Eliassona dzięki systemowi luster, jak w zabawce-kalejdoskopie, można było patrzeć w głąb ziemi. Eliasson to bodaj najbardziej znane nazwisko wśród artystów wystawiających w Parku Rzeźby. Duńsko-islandzki rzeźbiarz miał wystawy w prestiżowym londyńskim Tate Modern (The Weather Project) czy instalował wielkie wodospady w przestrzeni publicznej Nowego Jorku. Jeśli w parku pojawiają się zagraniczni turyści, to przyciąga ich przede wszsytkim właśnie jego nazwisko. Ale turyści chyba nie są najszczęśliwsi, bo w bródnowskim kalejdoskopie Eliassona nic nie widać. Pod spodem skrapla się tylko para wodna.

„Kalejdoskop” to obecnie jedyny obiekt w Parku Rzeźby, który jest wypożyczony. W połowie 2015 r. rozpoczęto przygotowania do jego zwrotu do muzeum w Berlinie – ale po namyśle władze dzielnicy postanowiły jednak powalczyć o jego zatrzymanie na Bródnie. W tej chwili (lipiec 2015) trwają poszukiwania pieniędzy na wykupienie i remont instalacji.

Niestety, w lecie 2016 roku Kalejdoskop został ostatecznie zdemontowany i wywieziony z Parku Bródnowskiego. Prawdopodobnie na zawsze.

 

Domek Herbaciany (2009 r.)

Ta nazwa się już przyjęła, choć autor – Rirkrit Tiravanija  – nazwał swoją pracę: „Bez tytułu (przewrócony domek herbaciany z ekspresem do kawy)”. Ponieważ nikomu nie chciało się powtarzać tak długiej nazwy, został po prostu Domek Herbaciany.

Aluminiowa kostka ma trochę przypominać statki kosmiczne ze starych filmów science fiction. Na co dzień jest zamknięta, ale w weekend otwierają się drzwiczki, wokół rozstawiane są leżaki, w środku można kupić kawę czy herbatę i sporo dzieje się tu różnych inicjatyw kulturalnych. W 2015 r. w domku zapanował pełen luksus: dociągnięto tam prąd.

Rzeźba nie miała łatwych początków. Którejś nocy komuś udało się ją przewrócić. Inny razem była wymazana sprayami. Ale z czasem miejscowi przyzwyczaili się i przestali dewastować pracę. Bo za dewastacje nie uznajemy przecież gustownych listków konopi indyjskich namalowanych na jednej ze ścian…

Co ciekawe obecny Domek nie jest oryginalny. Praca Tiravaniji w 2010 r. wróciła do Berlina, a w jej miejscu stanęła kopia wybudowana przez Pawła Althamera, znanego artystę pochodzącego z Bródna. Na tyle wierna, że mało kto się zorientował.

 

Krata (2009 r.)

Olbrzymia kula zespawana jest z krat antywłamaniowych, jeszcze kilka lat temu tak chętnie montowanych na balkonach okolicznych bloków.

Ponoć to one właśnie rzuciły się w oczy autorce, Monice Sosnowskiej, gdy po raz pierwszy przyjechała w te okolice. W sumie to ciekawa obserwacja, bo my, mieszkańcy, na co dzień nie zwracaliśmy już na nie uwagi. A kraty świadczą ewidentnie, że z poczuciem bezpieczeństwa nie jest na Bródnie najlepiej.

Krata Moniki Sosnowskiej
Krata Moniki Sosnowskiej

 

Raj (2009 r.)

Jedyna praca w parku firmowana tylko i wyłącznie przez Pawła Althamera, pomysłodawcę i nieformalnego „opiekuna” Parku Rzeźby. Nasz sąsiad z ul. Krasnobrodzkiej nie silił się na rzeźby czy skomplikowane instalacje, ale po prostu zasadził ogród botaniczny. Raj to właśnie starannie przemyślana i skomponowana zieleń, która zmienia się w zależności od pory roku. Początkowo ładnie wyglądała też kwitnąca brama do raju (na zdjęciu), ale coś się obawiamy, że uschła.

Raj ma też walory przyrodnicze. W kłujących różach schronienie ma wiele ptaków. Krzewy są tak gęste, że nie zagrażają im tam nawet psy spacerowiczów.

Brama do Raju Pawła Althamera
Brama do Raju Pawła Althamera (zdjęcie z 2012 r., jeszcze bez Anioła)

 

Sylwia (2010 r.)

Sylwia w przeciwieństwie do innych instalacji w Parku Rzeźby, nie jest dziełem zawodowego artysty, a osób chorych na stwardnienie rozsiane skupionych w grupie Nowolipie.

Współpracuje z nimi Paweł Althamer i to on zaproponował chorym stworzenie rzeźby. Najpierw wydawała się nieco prowokacyjna – bo w końcu to naga kobieta i w dodatku woda tryska jej z piersi – ale jest teraz chyba jedną z najbardziej lubianych przez mieszkańców rzeźb w parku.

Sylwia Grupy Nowolipie
Sylwia Grupy Nowolipie

 

Nie jesteś sam (Czy Ziemia istniałaby bez słońca) (2010 r.)

Megafon obwieszczający, że "nie jesteś sam"
Megafon obwieszczający, że „nie jesteś sam”

Jedno z dziwniejszych dzieł sztuki w Parku Rzeźby na warszawskim Bródnie: instalacja Susan Philipsz nazywana jest rzeźbą „niewidzialną”, gdyż tak właściwie… jej nie widać.

Po prostu z dwóch megafonów na wysokim słupie słychać co jakiś czas bicie zegara i sygnały polskich rozgłośni radiowych. W zamierzeniu artystki ma to być rodzaj ścieżki dźwiękowej dla Parku Bródnowskiego.

Najlepiej ją słychać na ławce nad największym jeziorkiem w parku.

 

Bez tytułu (Interwencje) (2010 r.)

Praca rozrzucona jest po całym parku, więc nie da się jej precyzyjnie zaznaczyć na naszej mapie. Latem 2010 roku młoda polska artystka Katarzyna Przezwańska zaakcentowała kolorowymi farbami niedoskonałości asfaltu. Kolory użyte przez artystkę zapożyczone są ponoć z fasad okolicznych bloków, pojawiają się też jaskrawe róże czy błękity. Według oficjalnego opisu pracy „obrazy podkreślają egzotykę parku w centrum blokowiska”.

Prawdopodobnie to wielkie dzieło sztuki, choć mało kto wie, o co tu chodzi.

 

Toguna (2011 r.)

Właściwie mogła stanąć w Muzeum Etnograficznym albo w skansenie gdzieś w Afryce, a stoi przy ulicy Chodeckiej na warszawskim Bródnie. W takich togunach spotyka się starszyzna malijskiego plemienia Dogonów. W naszym parku zbudował ją Youssouf Dara.

Paweł Althamer poznał rzeźbiarza podczas podróży do Mali. Plemię Dogonów odwiedził nieprzypadkowo. Lud znany jest ze swojej zaawansowanej wiedzy astronomicznej. Naukowcy wciąż głowią się, skąd Dogonowie znają system gwiezdny Syriusza, skoro nie widać go gołym okiem…

Althamer wraz z mieszkańcami Bródna lecąc do Afryki ubrał się stosownie do kosmicznej tajemnicy – w złote kombinezony kosmitów.

Niestety, wiosną 2015 r. Toguna została zdewastowana – ktoś podpalił słomiany dach. Teraz (lipiec 2015) „łysa” chatka czeka na renowację.

 

Napis BRÓDNO (2012 r.)

Co to się nie działo przy jego budowie!

Długi na 16 metrów, wykonany z cegły, betonu i prętów zbrojeniowych, nieprzypadkowo podobny do słynnego napisu „Hollywood” w amerykańskiej Kalifornii, wzbudził w 2012 roku wyjątkowo dużo protestów i niechęci. Mnóstwo mieszkańców i paru lokalnych radnych złorzeczyło, że dzieło Duńczyka Jensa Haaninga jest duże, prymitywne, drogie, zabiera dzieciom górkę do jazdy na sankach i na pewno szybko zostanie zdewastowane.

Minęło trochę czasu i… śmiało możemy powiedzieć, że napis stał się symbolem tej części Warszawy. Ludzie specjalnie przyjeżdżają i robią sobie pod nim zdjęcia, dzieci bawią się pod nim (oraz na nim) w berka i chowanego, w zimie jest miejscem startowym dla mniejszych i większych saneczkarzy, a w lecie daje cień i chwilę wytchnienia przed upałem.

Gdybyście pytali, które dzieło sztuki w Parku Rzeźby najbardziej lubią lokalni mieszkańcy – ceglany napis „Bródno” z pewnością będzie w czołówce.

Napis Bródno Jensa Haaninga
Napis Bródno Jensa Haaninga

 

Anioł Stróż (2013 r.)

Kolejne dzieło w Parku Rzeźby na Bródnie widać z daleka.

3-metrowy złoty anioł z rozpostartymi skrzydłami stoi na także 3-metrowym drewnianym słupie, górując nad ludźmi, drzewami i wszystkimi innymi rzeźbami w parku. Autorem rzeźby jest Roman Stańczak, przyjaciel Pawła Althamera, który „zniknął” w połowie lat 90-tych i tą właśnie pracą po kilkunastoletniej przerwie wraca do publicznej sztuki.

Tak właściwie anioł nie jest złoty, tylko drewniany i pozłacany, więc trochę obawiamy się w jakim będzie stanie po paru latach, ale na razie wygląda (dosłownie) olśniewająco. Jeśli szukacie miejsca na zrobienie niebanalnego, oryginalnego zdjęcia z Bródna i całej Warszawy – to właśnie jest to miejsce.

 

Do odnalezienia (2014 r.)

Tego dzieła sztuki nie zobaczycie, nie usłyszycie, nie poczujecie. Sorry. Ale ono naprawdę jest, tyle że zakopane kilka metrów pod ziemią w trzech punktach warszawskiego Parku Rzeźby.

Autorem „Do odnalezienia” jest topowy chiński artysta Ai Weiwei. Jego prace wystawiane są w domu aukcyjnym Sotheby’s za 120 tysięcy funtów. Ale dzieła z Bródna nikt nigdy nie kupi. Ai Weiwei przygotował bowiem repliki porcelanowych waz z czasów dynastii Yuan, z połowy XIV wieku, które następnie… potłukł na drobne kawałki. Latem 2014 r. potłuczone skorupy zostały wrzucone do trzech dołów, oddalonych od siebie o 100 metrów i tworzących trójkąt równoramienny, a następnie zakopane. I tyle.

Chcecie zobaczyć jak wyglądały wazy przed zakopaniem? Zdjęcia i film są tutaj.

Artysta z Chin ma nadzieję, że jego instalacja w Parku Rzeźby będzie funkcjonować nie jako realny obiekt, ale jako mit, legenda miejska, która przetrwa tylko w pamięci lokalnych mieszkańców i będzie wiadomością dla przyszłych pokoleń – z prośbą o odnalezienie. Jednak nie jest to takie łatwe: po zarośnięciu trawą, niczym nie oznaczone miejsca zakopania waz są całkowicie nie do odróżnienia od zwykłego trawnika.

Dzień po zakopaniu waz, miejsce aktu jeszcze dało się odróżnić. Gdy kwrótce wyrośnie tu trawa, to będzie znów zwyczajny trawnik.
Dzień po zakopaniu waz ślad po dziele Ai Weiwei’a jeszcze dał się zauważyć. Dziś jest tu tylko trawa.

Tekst i wszystkie zdjęcia: targowek.info